Pierwsza

Ten tekst kieruję głównie do kobiet, bo pewne zachowania są bliższe naszej, niż męskiej, naturze.

Pierwsza! No i? Co to znaczy? Lepsza niż każda inna, która nadejdzie po mnie? Gorsza, bo już nieaktualna? Równa wszystkim pozostałym, bo jestem kobietą?

Problem hierarchii w świecie nowych związków dopada prędzej czy później każdą z nas, która z jakiegoś związku wyszła lub w niego weszła. Moja bliska przyjaciółka ostatnio zwróciła mi uwagę, że notorycznie mówię „mój drugi mąż” jakby był gorszy od tego pierwszego. Jakby to miało znaczenie, czy pierwszy, drugi czy dziesiąty. Mąż to mąż. Ważne, że obecny. 😉

To mi dało do myślenia. Mój aktualny mąż nigdy nie nazwał mnie drugą. Długo przed ślubem byłam nazywana po prostu żoną. Czasem go poprawiałam, że jeżeli żoną to cudzą, i jeżeli to byłą, i jeżeli to drugą. On, święty człowiek, ze spokojem odpowiadał, że jestem żoną. Jego. I tyle. Nie miało znaczenia czy już byłam czyjąś żoną oraz czy on ją miał. Ważne było, że jestem jego żoną, reszta nie ma dla niego znaczenia. Jakże to odmienne postrzeganie od postrzegania kobiet.

My kobiety lubimy podkreślać swoją wyższość (pierwsze) wobec innych kobiet (drugie i kolejne, byle niżej w hierarchii). Nawet jeżeli robimy to pod płaszczykiem bycia „cool” i „fair” pewną radość sprawia nam kontrola nad życiem kogoś, kto był z nami wiele lat i wtrącanie się, niby przypadkiem, w aktualne układy. Skąd takie przemyślenia? Z obserwacji i doświadczenia. W ciągu ostatnich lat widziałam wiele rozstań, sama się rozstałam, mi jednak brakuje po prostu tupetu, który by mi dał przyzwolenie do pytania byłego męża o jego sprawy osobiste, do udzielania mu pouczeń czy, co też się zdarza, dawania rad jego nowym kobietom lub w ogóle chęci ich poznawania.

Niestety, kochane kobiety, rola żony czy męża jest prawem zbywalnym. Jeżeli się decydujemy na rozwód to w tym samym momencie tracimy formalne i moralne prawo do rozmów, ocen czy wygłaszania opinii o życiu byłego partnera. Były partner nie ma obowiązku mówić nam czy się z kimś spotyka, czy nie. Czy się żeni, czy będzie miał dzieci, co u niego i lista jest w zasadzie nieskończona.

Od tej reguły jest jeden wyjątek, wspólne dziecko. Rola mamy i taty jest niezbywalna. Zatem jeżeli wasze sprawy osobiste mogą poważnie wpłynąć na dziecko, warto rozważyć poinformowanie drugiego rodzica, choć zapewne nim zrobicie to osobiście, w odpowiednim czasie, wasi wspólni znajomi was wyręczą. Przy okazji zobaczycie kto jest przyjacielem, bo przyjaciele nie donoszą.

Oczywiście wpierw warto poinformować dziecko i jeżeli dobrze przyjmie zmiany, rozmowa z byłym partnerem jest zbędna.

Ten tekst jest trochę ironiczny, jednak widziałam i doświadczyłam tak kuriozalnych sytuacji, że warto o tym powiedzieć.

Drogie pierwsze żony, partnerki (zatem jestem w tym zacnym gronie). Nim zaczniecie wtykać swoje uszy i nosy w nie swoje, o matko, serio, już nie swoje życie. Nim zaczniecie mieć pretensje lub żal, że były partner nie powiedział wam o nowym związku, ślubie, dziecku, psie, kocie czy chomiku. Zjedzcie Snickersa i przypomnijcie sobie to, że jesteście coprawda „pierwsze”, ale przede wszystkim BYŁE. Trudne zderzenie z pociągiem zwanym rzeczywistością. A jeżeli w poczuciu winy lub innych emocji, zaczniecie mówić byłemu mężowi jak to trzymacie kciuki i kibicujecie nowej relacji i jak to bardzo ją popieracie to ugryźcie się w język. Wasze poparcie i błogosławieństwo są niestosowne, niewskazane i psu na budę. Tak naprawdę mówicie tej nowej kobiecie „pamiętaj, to ja byłam pierwsza”. Jak zazdrosna matka. Podobnie, gdy próbujecie nowej kobiecie przekazać jak ważny jest dla was wasz były mąż, niemalże dajecie jej instrukcję. Stop! Skoro były był taki cudowny, to czemu jest były. Nie można kogoś wywalić na zbity pysk ze swojego życia a potem mówić, że jednak to ja go w tej rodzinie chcę. Nie, nie chcesz. On już nie jest twoją rodziną. Chcesz tylko powiedzieć tej nowej „nigdy nie będziesz tak ważna jak ja”.

Co zrobić miłe panie, matka jest tylko jedna, a żon może być dziesiątki. Nieważne co myślisz, to już nie twoje życie, jesteś BYŁA. Domeną przeszłości jest to, że jest historią i nie jest ważniejsza niż teraźniejszość. To dotyczy w pełni zakończonych, zdrowych relacji dorosłych ludzi. Każde żyje swoim życiem, na własny rachunek. Jeżeli macie dzieci, wierzcie mi, to się da ułożyć. Dziękuję mojemu byłemu mężowi za rozsądek i ucinanie dyskusji o moim życiu. Sprawy dziecka załatwiamy między sobą, reszta – szyba. Nie interesuje nas to, co u kogo i kto z kim. Wiem, że znajomym to trudno zrozumieć, ale cała nasza nasza trójka (ja oraz moi mężowie) poważnie się zawiedliśmy. Przyjaciele nie donoszą, nikomu o niczym. Ani tym pierwszym, ani kolejnym. W trudnych chwilach okazuje się, że pewniaki zawodzą, a prawdziwa życzliwość leży w zupełnie nieoczekiwanym miejscu.

Pierwsza, jeżeli potrzebujemy hierarchii, jest ta, która jest. Tu i teraz.

Zdrowego rozsądku nam kobietom życzę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *