Mamo, nie mogłaś zrobić nic więcej

Październik. Jesień. Jak co roku o tej porze w Internecie roi się od artykułów poświęconych tematyce poronienia. Statystycznie 25% ciąż kończy się przedwcześnie.
Czas oczekiwania na dziecko powinien być radosny, jednak czasem nie jest. Osoby, które doświadczyły utraty ciąży, a co za tym idzie, marzeń o zdrowym dziecku, zapewne rozumieją co próbuję przekazać.

Kobiety, które zostały postawione w takiej sytuacji czują ogromne poczucie winy. Żal, niemoc, ból i poczucie winy. Poczucie winy, że może gdyby nie chodziły do pracy, to by się tak nie skończyło. Gdyby nie poszły po zakupy, a siedziały w domu, serce by nie przestało bić. Gdyby nie zdenerwowały się w trakcie kłótni z partnerem, to może by było inaczej. A gdybym nie brała na ręce starszego dziecka, to miałabym szansę. A gdyby…

Nie miałybyśmy szansy. Usłyszenie ciszy w trakcie USG, kiedy rutynowo sprawdzany jest puls płodu, to straszne przeżycie. Wiadomość, że dziecko rozwija się nieprawidłowo i nie ma szans na przeżycie także. Diagnoza, jaka by ona nie była, jest dla nas końcem świata który znamy, który zaczynałyśmy tworzyć i którego pragnęłyśmy.

Usłyszałam ciszę dwa razy. Nie ma drugiej takiej ciszy. Ta cisza wgryza się umysł i tam zostaje. Jest ze mną każdego dnia. Kiedy patrzę na dziecko koleżanki, które urodziło się w terminie, w którym miało urodzić się moje, słyszę ciszę. Jak mam gorszy dzień śnię o tej ciszy i wysłuchuję jej na każdym kroku.

Kobiety po stracie potrzebują wsparcia, spokoju i prawa do przeżywania żałoby. Z własnej perspektywy wiem, że to czego potrzebują, to także by umieć sobie powiedzieć, że „nic więcej nie mogłam zrobić”. Zrobiłam wszystko co było w mojej mocy. Medycyna jest czasem bezsilna, a natura zero jedynkowa. Jeżeli ciąża nie jest wystarczająco silna genetycznie, nawet wspomagana lekami, zostanie przerwana.

Przeszłam długą drogę, by mieć siłę powiedzieć sobie i przyznać się przed sobą, że niczego więcej nie mogłam zrobić. Żeby sobie wybaczyć. Zapomnieć się nie da, możliwe jest jednak życie bez wyrzutów sumienia. Rok temu nie wierzyłam, że mam do tego prawo. (Dzień, w którym Motyle mają głos)

Do tej pory zdarza mi się płakać na myśl o tamtych wydarzeniach, a każda wizyta u lekarza mnie paraliżuje. Paraliżuje mnie perspektywa, że znowu usłyszę ciszę. Miałam dziś okazję spotkać wyjątkową lekarkę – patologa ciąży, ponieważ lekarze widząc moją historię chętnie przekazują mnie osobom, które znają się na tzw. „problematycznych przypadkach”. Dokładnie obejrzała wszystkie wyniki z ostatnich lat, wysłuchała, zbadała i na koniec wizyty, gdy już miałam wyjść powiedziała „Ale wie Pani, że nic nie mogła Pani zrobić? Czuję Pani strach. Proszę przestać się bać i zacząć oddychać – ma Pani w sobie zdrowe nowe życie, już połowa za Panią, warto się tym cieszyć. Przykro mi, że Pani przez to przeszła.” Wyszłam z gabinetu, mąż myślał, że lekarka powiedziała coś co mnie zaniepokoiło, bo mamy różne doświadczenia z lekarzami w tej ciąży.
„Przykro mi, że Pani przez to przeszła”. Takie proste słowa, których nie usłyszałam od żadnego lekarza, który patrzył na to co się ze mną i innymi dziewczynami działo. Pierwszy raz nie poczułam się numerem statystycznym na liście NFZ, a człowiekiem. Czas niczego nie leczy, czas wszystko zmienia.

Mamo, nie mogłaś zrobić nic więcej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *