Kochanie, będziemy mieli dziecko!

„Kochanie, będziemy mieli dziecko!” powiedziało w swoich głowach miliony kobiet, które na widok pozytywnego testu ciążowego chciały podzielić się tą informacją z partnerem. Brawa dla Pań, które umiały tę myśl przekuć w czyn. Jako dobrze wykształceni obywatele wiemy, że dwie kreski nie zawsze oznaczają szczęśliwe zakończenie. Jednak ten wpis nie będzie miał w sobie nic z tematu zagrożeń, wręcz przeciwnie.

Mogę siebie nazwać weteranką przekazywania tej wiadomości. Miałam okazję przekazać ją czterokrotnie, dwukrotnie niestety skończyło się tragedią, ale sam fakt informowania powinien być już dla mnie jak oddychanie. Proste, nie? No nie 😉.

Będąc zbuntowaną nastolatką, która absolutnie nie widziała siebie w roli żony, a co dopiero matki – bo przecież dziecko to koniec życia (tak, większość z nas tak myśli mając naście lat) – nie myślałam o tym.

Mając blisko trzydzieści i dojrzewając do decyzji o powiększeniu rodziny wyobrażałam sobie, że jak już zobaczę te dwie kreski, o których tak wiele kobiet mówi, to przekażę tą informację ojcu dziecka w iście uroczysty sposób. Wiecie, kolacja, miła atmosfera, może kupię małe buciki jako sugestię, że czas zrobić porządki w szafie 😉. A wiecie jak wyszło? Jak zawsze!

W kwietniu 2014 roku, po weekendzie w który wlałam w siebie ocean (bo morze to mało powiedziane) alkoholu na urodzinach mojej mentorki i menadżerki fitness, szykowałam się do pracy w fitness klubie, zrobiłam test, bo jakoś tak mi było dziwnie…no i się zaczęło. Zamiast euforii poczułam strach. Trzy razy patrzyłam na test i czułam, że to się nie dzieje. No nie, po prostu nie. W stanie szoku poszłam na zajęcia, poprowadziłam 3 godziny treningu (klientki prawie nie przeżyły), wróciłam i milcząca usiadłam obok męża, który oglądał telewizję. Godzinę zajęło mi wydukanie co nas czeka. Szok podzielony na dwoje, dalej był szokiem 😉. Tak, za pierwszym razem byłam oszczędna w okazywaniu emocji.

Styczeń 2016, syn miał rok, my planowaliśmy drugie dziecko. Znowu dwie kreski, tym razem informacja przekazana przy kolacji. Spokojne reakcje. Połowa lutego – po zawodach.

Dzień Matki 2016, historia jak ze stycznia, z tą różnicą, że wiedząc jak paskudnie skończył się drugi raz nie czułam radości, a rozpacz. Słusznie. Lipiec 2016 – po wszystkim.

I tak oto nasze wyobrażenia są konfrontowane z rzeczywistością.

A jak poszło za czwartym razem?
Koncertowo, jak w komedii.

Czerwiec 2019, w końcu po wielu przejściach postanowiliśmy się pobrać (tak, zaręczyny na Tymbark 😉), spojrzeliśmy w kalendarz, wybraliśmy datę ślubu na wrzesień 2019, bo za starzy jesteśmy, żeby bawić się w granie na czas. Było super, pudła spakowane do ostatecznego wyjazdu do Warszawy, dwa dni przed Dniem Ojca. Kiedyś zażartowałam do mojego drugiego męża, że dowie się o ciąży w dzień Ojca. Jemy obiad, a ja czuję się źle, więc wykorzystując chwilę wolę mieć to za sobą. I widzę, znajome dwie kreski – pierwsza myśl „znowu się nie uda”, druga myśl „może tym razem jednak się uda”, trzecia myśl „jak się cieszę”. Zatem siadamy do obiadu, ja dłubię w talerzu, zaczynamy omawiać plan pakowania pudeł a mi się wyrywa, że ja nie będę nosiła pudeł…przez kolejne 9 miesięcy kończy mój mąż. Więcej dodawać nie musiałam. Ten jeden raz wyszło jak chciałam, a nawet lepiej, choć nigdy nie planowałam przeżyć takiej kumulacji szczęścia jednego dnia.

Czy jest z tego jakiś morał? Uważaj czego sobie życzysz? Nie, nie ma morału. Każdy mówi o ciąży jak umie, czuje, na ile pozwalają warunki emocjonalne danej relacji, na ile ludzie są na to gotowi. Jedno jest pewne, to nigdy nie jest proste, ale zazwyczaj, po pierwszym szoku bardzo radosne i krzepiące.

Hm, boję się pomyśleć co będę musiała wymyślić za piątym razem 😉.
Trzymajcie się!

P.S. Jak już po wielu przejściach oraz kłopotach byliśmy pewni, że to się uda, pokazaliśmy film z USG naszemu synowi z mojego pierwszego małżeństwa. Mały bardzo chciał mieć rodzeństwo, ale na widok nagrania i pytanie „czy wie co to jest” zapytał „Chomik?”. Tak…musimy popracować nad przekazywaniem takich informacji dzieciom 😊.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *