Droga do…

Nie znam przepisu na szczęśliwe życie, udany związek. To co dla wielu z moich znajomych oznacza sukces, dla mnie jest zupełnie bez znaczenia. Wróciłam do siebie i tego, że największą wartością są dla mnie ludzie. Moja rodzina, bliskie mi osoby. Nie kariera, nie pogoń za popularnością, pieniędzmi, ciągły wyścig.

Stoję u progu nowego. Jestem w nowym, wciąż moim starym życiu. Znowu będę żoną, znów będę nosić obrączkę. 12 lat po tym jak pierwszy raz wyszłam za mąż.

Z czym wchodzę w to małżeństwo? Z doświadczeniem, którego poprzednio nie miałam. Z pewnością. Z miłością. Z ufnością. Z lękami, o których mogę mówić, by je oswoić. Z moimi demonami, które czasem mnie paraliżują i nie pozwalają cieszyć się tym, że oddycham. Głęboko. Z poczuciem własnej wartości i godności. Z pewnością, że jesteśmy sobie równi.

Cieszę się na to co przed nami i to, że razem się zestarzejemy. Pierwszy raz ta perspektywa mnie raduje. Nie wydaje się nienaturalna, abstrakcyjna. Daje mi spokój.

Czy myślę o przeszłości? Przeszłość miesza się z teraźniejszością poprzez mojego syna. Czasem dotknie mnie do żywego, choć coraz częściej, im głośniej warczy, tym mniej ją słyszę. To już nie moje. Przeszłość jest jak kamień, diament, jak w utworze Rammstein „Diamant”. Był piękny jak diament, lśnił pięknie, jak diament, był całą moją istotą. Piękny jak diament, ale to tylko kamień.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *