A brand New Year

Stało się. Rok 2018 minął. Jest 4 stycznia 2019, rok temu o tej porze stałam przed decyzją jak powiedzieć co zdecydowałam.

To chyba dobry czas na podsumowanie.

2018 rok był najgorszym rokiem od czasu odejścia Motyli. Naładowany emocjami, których nikomu nie życzę. A jednak mimo to umiałam:

– pracować z takim samym zaangażowaniem i radością jak wcześniej, zostałam doceniona;

– pokazać synowi, że jego świat się nie skończył, dzięki czemu nie ma zachowań charakterystycznych dla dzieci rozwodników;

– znieść wiele i nie wybuchnąć, bo niczego by to nie zmieniło;

– zbudować życie od zera, a tak naprawdę pokazać sobie, że potrafię.

Miniony rok był rokiem pożegnań.

W lutym umarła moja ukochana babcia, emocjonalna mama. Doskonale wiedziała, co się wydarzy w moim życiu nim jej to powiedziałam. Odeszła w najgorszym momencie tej historii, ale dała mi siłę by wiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Wierzyła w to bardziej niż ja. Brakuje mi jej. Tej mądrej, kochanej kobiety, która sama kiedyś się rozwiodła, ale ułożyła sobie życie na nowo i czerpała z tego radość. Mojego dziadka, jej drugiego męża, też mi brak. Oboje byli moimi najlepszymi przyjaciółmi. Dla dziadka byłam „jego”. Co z tego, że nie łączyły nas więzy krwi. Byłam jego i już.

Pożegnałam swoje życie, odpuściłam. Gdy patrzę wstecz jest mi przykro, nie umiałam i nie chciałam już tego naprawiać. Wyciągnęłam wnioski i postanowiłam patrzeć przed, a nie za siebie. Życie przeszłością nie ma sensu. Długo nią żyłam.

To był rok powitań

Na nowo pojawiły się dawne relacje, z ludźmi, którzy wyszli z ukrycia, jak na wezwanie. Uśpieni tyle lat. Teraz są moją podporą. Mówią co myślą, dobre i złe rzeczy. I umiemy się porozumieć. Bez oceniania.

Na koniec, w tym całym chaosie pojawił się jasny punkt- zaufałam komuś – mojemu partnerowi (teraz już mogę tak go nazwać, nie lubię tego określenia, ale na chłopaka i dziewczynę jesteśmy trochę za starzy). Oswoił mnie, zechciał zobaczyć kim i czym jestem. Zdjęłam przed nim swoje najgorsze lęki, myśli, rozterki i otrzymałam w zamian bliskość i zrozumienie. Przy nim nie muszę walić głową w mur. Cenię w nim brak pośpiechu i dystans, to on mnie hamuje kiedy się spalam i to on mnie podnosi kiedy sytuacja mnie przerasta. Jest moim przyjacielem, portem w którym mogę zaznać spokoju. Uczy mnie życia, w którym nie musimy nic, w którym nie ma pośpiechu, możemy po prostu być. Ja, Zimorośl i On.

Czy mam jakieś postanowienia na 2019 rok? Nie, dajmy czasowi czas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *