Magia istnieje

Święta, pierwsze tak naprawdę same, nie samotne. Wigilia z tatą, syn u swojego ojca. Powinno być smutno, a nie było. Wigilię zaczęliśmy o 17, skończyliśmy po północy. Nigdy tak dobrze nie rozmawiało mi się z tatą. Wiele było wspólnych kolacji, w tak zwanej rodzinie w komplecie, a tyle było w nich napięcia.

Wczoraj poczułam magię bycia sobą przy własnym ojcu. Jestem wciąż jego dzieckiem, choć dorosła i czasem trudno za mną nadążyć.

Wspominaliśmy, jak wychodziłam za mąż, obejrzeliśmy zdjęcia, jak urodził się Zimorośl, było dużo śmiechu. Pierwszy raz powiedziałam tacie czego czasem doświadczałam, jak bywało i nie to było ważne. Ważne było to, że mówiąc o tym nie czułam już bólu, żalu, wściekłości. Mówiłam bez tych wszystkich złych emocji, z miłością. Tata patrzył na mnie jakbyśmy spotkali się pierwszy raz w życiu. Nie chodzi o to, żeby milczeć, gdy dzieje się źle. Chodzi o to, żeby umieć nie stać się takimi jakimi są ci co nas ranią.

Zraniona osoba chce, żeby ktoś inny cierpiał tak samo, może robić to w bardzo łagodny sposób, jednak cel jest jeden. „Żebyś poczuła mój ból, żebyś nie zapomniała.”

Magia tego zjawiska polega na tym, że to nie jest moje, z miłością mogę oddychać głębiej, mogę zamknąć oczy i uszy na to co ma mnie zranić, i iść dalej.

Noc przed Wigilią wyłam jak zranione zwierzę, jakby mnie palono żywcem.

Spłonęłam i podniosłam się, z miłością i wdzięcznością do tego do mam i tego co złe.

Ciało jeszcze będzie czasem cierpieć, jednak to co nazywamy duszą oddzieliło się od tego co ją truło.

Sami dla siebie jesteśmy najlepszym magicznym zaklęciem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *