Dzień, w którym Motyle mają głos

butterfly-3309504_1920

Nie jestem wierząca, lecz 15 października jest dniem poświęconym tzw. Aniołkom lub Motylom czyli dzieciom, które się nie narodziły lub odeszły przedwcześnie.

To jedyny dzień roku kiedy płaczę i nie umiem tego powstrzymać. Jestem mamą Motyli. Mam nawet zawieszkę z motylem, kupiłam ją jako nastolatka i noszę, szczególnie w tym okresie.

Jest dużo artykułów o tym co strata robi z kobietą i jej rodziną, nie będę o tym pisać.

Mogę jedynie powiedzieć, że minęły dwa lata. Dwa cholernie długie, mroczne i surrealistyczne lata. Dwa lata, które przearanżowały moje życie. Zaorały je do gołej ziemi. Czas w tym przypadku niczego nie leczy, nie goi ran. Jedyne co robię to zmieniam opatrunki. Raz lepiej, raz gorzej. Czasem wydaje się, że już nie ma co krwawić, a następnego dnia opatrunki trzeba zakładać od nowa.

Choć odczuwam żal i poczucie straty, to w moich myślach nie ma już przejazdu kolejowego. Zamiast tego jest pomost nad jeziorem, gdzie można się położyć i wygrzać w słońcu. Żyć i pamiętać o tym co się stało, ale nie dręczyć. My kobiety po stracie musimy pozwolić sobie na przyznanie się przed samymi sobą, że nic nie mogłyśmy zrobić. Tak się dzieje. Może dostaniemy jeszcze jedną szansę, a jeżeli znowu marzenia ulecą jak motyle, to nie zostaniemy z tym same.

Uczę się sobie pomagać, nie umiem jednak wybaczyć tym, którzy mnie zostawili wtedy, samą.

Dlatego jestem tu gdzie jestem.

W słońcu patrzę na samoloty lecące po niebie i jestem w każdym z nich, znikam, a jednak jestem.

W tym roku życie się o mnie upomniało i dzisiejszy dzień już tak nie boli, choć łzy płyną po policzkach. Przyszłość daje nadzieję, a przeszłość czas zostawić w należnym jej miejscu.

Czas niczego nie leczy, czas wszystko zmienia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *