Ty mnie uczysz szczęścia

sparkler-839831_1920.jpgKilka lat temu wydawało mi się, że świat jest czarno biały. Moje osądy były kategoryczne, nie rozumiałam, że życie nie jest takie, że jest dokładnie przeciwieństwem tego. Możemy coś planować, patrzeć i dążyć, tylko po co wszystko planować.
Zaczęłam robić porządki w swoim życiu, to co wyniosłam z rodziny, w której wyrosłam, zostało ułożone, przepracowałam to, co złe. Trwało to kilka lat. To było naprawdę bolesne i pracowite kilka lat. Rodzina, w której się wychowałam, rozpadła się, gdy miałam 19 lat, a ja zajęłam stanowisko stając po jednej ze stron. To było błędem. Moi rodzice pozostali moimi rodzicami. Moja mama, z którą może nie byłyśmy najlepszymi koleżankami, ale nie musiałyśmy, jest moją mamą, kocha mnie tak jak umie. Nie musi mnie kochać tak, jak ja bym tego chciała. Jest wystarczająco dobra.
Jako dorosła kobieta, która przechodzi trudny czas, zaczęłam ją rozumieć i po 10 latach zerwanego kontaktu, zdobyłam się na odwagę, by ją przeprosić. Zresztą do tego kontaktu zachęciła mnie przychylna dusza, ktoś, kto nie znając mnie dobrze, zasugerował, że może najwyższy czas to zmienić. To było jak gwałtowne zatrzymanie, gdy uciekasz, a ktoś Cię chwyta za rękę. Stajesz w miejscu i nagle widzisz co jest wokoło. Pierwszy raz w życiu czuję, że ja i mama mamy prawidłową relację, bez smyczy i kagańca. Ona jest matką. Ja jej córką. Rozmawiamy, choć kiedyś to ja miałam jedynie słuchać.
Mój tata jest wciąż moim tatą, pomaga mi i wspiera na różne sposoby. Nigdy nie mówi złego słowa o mojej mamie, choć rozwiedli się w złych relacjach. Jest teraz przy mnie i pomaga mi nie zwariować. Nie ocenia, jest obok.
„Porządki trzeba zrobić przed miłością”. To zdanie, które kiedyś usłyszałam, nabiera dla mnie teraz głębokiego sensu.
Wchodząc w relację będąc w konflikcie z najbliższymi, sami pchamy się w konflikt.
14 lat związku bardzo wiele mnie nauczyło. O relacji, o jej prowadzeniu i o sobie. To było wartościowe 14 lat, które, choć pod koniec bolesne, wciąż są dobrem. Są dni, kiedy chciałabym je wymazać, bo teraz to wszystko jest trudne, jednakże to moje życie, rozdział, który zostaje zamknięty na płaszczyźnie „ona-on”. Nie palę mostów. Zimorośl łączy dwa światy, ten przeszły i ten, który jest teraz. Poza tym sama nie umiem tego zrobić. Nie trzeba mnie składać, dźwigać. Odcięcie oznaczałoby negację, a przecież to przeszłość przywiodła mnie tutaj. W miejsce, gdzie ktoś mnie uczy szczęścia.

Znalazłam dobrego nauczyciela. Kogoś, kto podobnie widzi świat i odkrywam jaką radością jest, gdy bycie razem nie jest polem walki, tylko spokojnym byciem. Spokój to stan, o który siebie nigdy nie posądzałam, a teraz to uczucie dominujące w moim życiu. Spokój i pewność. To nowa jakość być słuchanym i samemu słuchać bez wysiłku, a jednocześnie uważnie. „Szczęście każdy nosi w sobie”, tak mawiała moja babcia, dodawała jednak, że odkrywa się to dopiero, gdy znajdziemy kogoś, kto ma pasujący klucz, by nas na nie otworzyć. Pewnie wiedziała co mówi, sama była po rozwodzie. Życie daje drugą szansę, dajmy sobie prawo do odrodzenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *