Bo ludzie wierzą w bogów i w co tylko chcą!

branch-1226873_1920.jpg

Długo zastanawiałam się jak mam zacząć poniższy tekst.
Ludzie wierzą w bogów, którzy za nich wszystko załatwią, ja wierzę w ludzi i w coś, co wielu nazwie miłością.

W związku doświadczamy bezsilności i złości, nawet w tym, który się skończył.
Ostatnio, mój jeszcze mąż, przesłał mi różne artykuły psychologiczne, żebym przemyślała to, co dzieje się z nami. A tak naprawdę, patrząc na to z najniższego poziomu, by mi wyrzucić, jak bardzo ja to spierdoliłam, bo jestem „kobietą bez ojca”.
Kobieta bez ojca to kobieta, która nie miała z ojcem poprawnej relacji. Która nie została przez niego dostrzeżona i zaakceptowana. Po prostu kochana.
Według tego modelu, kobiety bez ojców, nie potrafią kochać w dorosłym życiu, ponieważ ciągle są małymi dziewczynkami, które, jak to ktoś obrazowo ujął, gonią za kolorowym motylkiem i czekają na księcia z bajki. Czyli, nic nie wiedzą o życiu i biednego faceta zawsze wbiją w poczucie winy, a tak naprawdę to one są „popsute”. Nie dopuszczają by ich idealny obraz był czymkolwiek zmącony, zawsze są w ruchu, a każdego, kto im powie, że coś schrzaniły, zniszczą.

Stop! Wróć.

Nie czuję się kobietą bez ojca, wręcz przeciwnie. Ojciec zawsze był obecny w moim życiu (choć z racji zawodu nie było go często w domu) i wspierał mnie. Teraz wzięłam to, co moje, czyli kontrolę nad sobą. Sama rozdrapałam swój „idealny” obraz, moje „idealne” życie.
Wybierając partnera nie szukałam ideału, bo gdyby tak było, moje małżeństwo pewnie rozpadłoby się po roku lub dwóch, jak wiele innych par, którym zwiały motyle z brzucha. A mimo to, ja, taka popsuta, umiałam je utrzymać wiele lat. Oboje umieliśmy.

Czy umiem kochać?

To ciekawe pytanie. Kilka lat temu zadałam je sobie, kiedy zauważyłam, że coś złego dzieje się w moim związku. Jaka była odpowiedź? Brzmiała ona: „Nie wiem”. W kolejnych latach pojawiło się „Nie” (witaj kolorowy, cudowny motylku wywołany obojętnością i stanem zamrożenia), od około roku odpowiedź brzmi: „Tak”. Jednak to nie jest zasługa czy wina mojego ojca, tylko moja.
Gdy pewnego dnia rozumiesz, że nie troszczycie się o siebie, że jest ci totalnie obojętne, gdy druga osoba wyjeżdża, czy wróci, czy nie, to znaczy, że masz problem, a właściwie macie problem. Mimo to jesteś, korygujesz swoje zachowanie, myślisz, to minie. Przecież Tobie „to”, czyli rozstanie się nie przytrafi, nazywasz zachowania i próbujesz to łatać. I wtedy uświadamiasz sobie, że umiesz kochać, choć może wyrażasz to w innym języku niż rozumie to druga strona.

Miłość przychodzi, wtedy kiedy stajesz przed kimś, odsuwając od siebie to w czym Cię wychowano. Kiedy jesteś otwarty na drugą osobę i pozwalasz jej kochać na swój sposób, a nie według Twoich oczekiwań i schematu.
Tu wraca temat równości partnerów. Otwarci są na siebie partnerzy, którzy czują się wobec siebie równi. Mężczyźni, którzy czują się mężczyznami oraz kobiety, które nie boją nimi być. W tym układzie kobieta daje siłę mężczyźnie i „porządkuje” jego świat dbając o niego i coś, co niektórzy nazywają domem, choć tak naprawdę chodzi o przestrzeń między nimi, a z drugiej strony mężczyzna ma motywację do działania i sam z siebie jest blisko kobiety. Tu nie chodzi o pełną, ślepą akceptację, ale o dialog. Jeżeli jest w nas coś, co wywołuje sprzeczne odczucia lub nie podoba nam się, to mówimy o tym. Bez lęku przed oceną, bo wiemy, że jesteśmy sobie potrzebni i równi, razem.

Uważaj co mówisz

I jak mówisz. W emocjach łatwo nam oskarżać i mówić „to Twoja wina”, „bo Ty zawsze, nigdy”. Bo jesteś taka, taki. A stąd prosta droga do pogardy i braku szacunku. A może warto powiedzieć raz, choć raz, „czuję się źle w tym, w czym żyjemy. Nie jestem szczęśliwa/-y. Mam problem z emocjami i tym jak nas widzę”. Mówmy o sobie, mówiąc do kogoś. O tym, co my czujemy, nie mówmy „tyle razy Ci mówiłam/-em. Chyba jesteś nienormalna/y”, to rani tak bardzo, że druga strona z czasem zamknie się i na końcu pierdolnie drzwiami tak mocno, że szyby z okien wylecą. I to nie będzie ostrzeżenie.

Agresja rodzi agresję

Doświadczamy ogromnego stresu, nie potrafiąc ze sobą rozmawiać, oskarżając się wzajemnie. W związku dwojga ludzi, gdzie moglibyśmy być zrozumiani i dawać sobie wsparcie, mamy nieustające pole walki. Zastanówmy się, czego nam brakuje, powiedzmy o tym, prozmawiajmy, działajmy. Dostrzeżmy swoje wady i uświadommy sobie swoje niedobory emocjonalne. Wypowiedzmy je, lecz nie oczekujmy, że partner załata nasze dziury. Musimy zrobić to sami, przy jego wsparciu.

Rozmawiamy o wszystkim albo o niczym

Relacja, w której potraficie porozmawiać o wszystkim, choć nie jest to proste, jest relacją dojrzałą. Miłość w dorosłym wieku ma swoje prawa. Jeżeli umiecie dać sobie prawo do odmiennego zdania, lecz chcecie być dla siebie wsparciem.
Może wychowujecie wspólne dzieci lub dzieci, które nie są wspólne, ale wychowujecie je razem i dzięki temu też budujecie więź między sobą.
Może nie macie dzieci. Nieważne. Prowadźcie ze sobą dialog i zdobądźcie się na odwagę powiedzenia głośno. „Zawaliłam sprawę, popełniłam/-em błędy, których nie da się naprawić. Przepraszam”.
A jeżeli inaczej nie umiecie, miejcie odwagę powiedzieć „Odchodzę”. Nie przeciągajcie agonii. Nie wykrwawiajcie się wzajemnie.

Popsuta inaczej

Jak w bajce o złej czarownicy, czarny charakter powinien zostać spalony w piecu. Tylko że tu nie ma czarnych i białych charakterów. Każde z nas jest szare. Skale są różne, ale wciąż szare.

Posłuchaj mnie uważnie, nie jestem kryształowa. Kiedy mam problem zamykam się w sobie, chowam w mysią dziurę lub rozmyślam o dalekich miejscach. Nie tłukę talerzy, kiedy jestem zła. Bywam opryskliwa i nadmiernie zdystansowana. Nie usłyszysz ode mnie, że jesteś nienormalny, raczej, że jest mi źle, lub, że chciałabym zniknąć. Zaleję Cię potokiem słów o pracy, bo to bezpieczne, bo wtedy nie trzeba się konfrontować. W najgorszym huraganie uśmiech nie zejdzie mi z twarzy i będę pakować Ci obiad, choć w środku będę krzyczeć. Uparta, zawsze sama, sama, sama, wszystko sama. Wszystko zawsze idealne. To Ci imponowało, mnie przetyrało. To moje winy.

Spodnie zamieniłam na sukienkę i ustąpiłam pola mężczyźnie, wracając do siebie. Nie biegnę za motylkiem, nie czekam na księcia na białym koniu.

Nie musisz mi już mówić co mam robić, jaka jestem, dam sobie radę.

Dziękuję za wszystko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *