Co to, to nie

foot-bridge-1030826_1920.jpgWrzesień, miesiąc moich urodzin. Moje narodziny, to było niełatwe przeżycie dla moich rodziców. Wyrwali mnie śmierci spod kosy, dostałam drugą szansę. Niektórzy mówią, że podpisałam cyrograf z miłym panem spod ziemi by tu wrócić.

Możliwe, patrząc na to ile można przejść, przeżyć i lekcji przepracować, i przy tym wszystkim jeszcze nie stracić poczucia humoru. Ile razy lekarze wysyłali mnie na zieloną trawkę (sama już nie pamiętam), a tu, niespodzianka, zawsze wychodziłam ze wszystkiego obronną ręką.

Lat przybywa, a ja coraz częściej patrzę na świat jakbym dopiero go zobaczyła.

Życie bywa jak chodzenie po moście linowym. Spadłam z niego, skąpałam w zimnej wodzie, trochę się potłukłam, ale wyszłam na brzeg i suszę się w słońcu, żeby zacząć wspinaczkę od nowa.

Jest ze mną Zimorośl, rodzina, przyjaciele i przychylni ludzie. Są opiekuńcze ręce i osoby, które, jak trzeba, mną potrząsną.
Jest walka między ego, a pokorą. Urażone ego potrafi zadać dużo bólu, temu, kto nosi urazę i tym, którzy są jej przyczyną.

Wspinam się znowu na most. Co jakiś czas zsuwając się, gdy dochodzi do kolejnych starć między tym, co zostało postanowione, a złością drugiej strony. Nie mam jednak zamiaru zejść z tej ścieżki. To kiedyś się skończy. Od niedawna czyjeś ręce podtrzymują mnie, gdy nie mam siły i łagodnym gestem otaczają opieką.

Gdy musisz wziąć sprawy w swoje ręce, czujesz, że odzyskujesz kontrolę.

Poddać się?

Co to, to nie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *