Żeby puzzle wskoczyły na swoje miejsce

Ostatnio zastanawiam się, jak chciałabym, żeby wyglądało poznanie Zimorośli z kimś, kto stanie się mi na tyle bliski, że będzie trwałym elementem mojego świata.
W którym momencie zrozumiem, że to jest dobry moment? Czy najpierw omówimy to wspólnie? Czy to będzie moja inicjatywa, czy inicjatywa partnera? A może po prostu, ot tak, bez planu?

Znam siebie na tyle dobrze, że wiem, że w sprawach najważniejszych lubię mieć plan, doświadczenie mówi, że jego realizacja bywa czasem niemożliwa. Jestem emocjonalna, ale najważniejsze decyzje podejmuję bez emocji, długo się zastanawiam, a gdy już decyzja zapadnie, zazwyczaj jest nieodwołalna. Wobec tego, szczególnie osoby, które widują mnie na co dzień, czasem omijają mnie szerokim łukiem. Kiedy rozważam „za” i „przeciw” podobno przypominam cyborga (pozdrawiam mój zespół z pracy).

Zimorośl jest pogodnym i wygadanym dzieckiem. Jest dzieckiem z jednej strony bezobsługowym, lecz z drugiej strony bardzo wymagającym. Lubi rozmawiać i zadawać pytania. Ostatnio jego ulubionym pytaniem jest „czemu?”. Nie „dlaczego”, „czemu”. W związku z tym mężczyzna, który zechce go poznać, powinien przygotować się na wiele pytań o wszystko i bezpardonową szczerość, lecz także bycie blisko. Mój syn jest wrażliwym dzieckiem, doskonale wyczuwa, co może od kogoś dostać. Zazwyczaj Zimorośl zawstydza się i wycofuje, gdy poznaje nowe osoby, trzyma mnie za rękę i raczej się przygląda. Chwilę mu zajmuje, nim się do kogoś przekona. Dla Zimorośli bardzo ważny jest kontakt fizyczny, przytulanie, trzymanie za rękę. Nie do każdego wykazuje takie zapędy (do obcych zazwyczaj w ogóle), więc jeżeli przy poznaniu tego nowego człowieka, Zimorośl szybko zacznie się na niego otwierać, będę wiedziała, że ten ktoś został zaakceptowany i w oczach Zimorośli jest kimś, komu warto zaufać. Ostatecznie, gdy Zimorośl się do niego przytuli, to będzie znaczyło, „jesteś w porządku, zaprzyjaźnimy się”.

Jeżeli stworzę z kimś więź, to myślę, że bez zbędnego mówienia będę wiedziała, kiedy nadejdzie czas by wprowadzić tego człowieka do świata Zimorośli i jednocześnie będę w stanie określić, czy mój partner jest na to gotowy, czy tylko mu się to wydaje. Wierzę, że spotkam mądrego i poukładanego mężczyznę, który akceptując mnie i istnienie mojego syna, w sposób naturalny, bez pośpiechu będzie chciał go poznać. Jak to się nieładnie mówi, „jestem w pakiecie”. Ktoś, kogo kiedyś spotkam, dostanie dwie osoby do kochania.

Jak ja to widzę? Że będzie normalnie, że ustalimy dzień i ten ktoś po prostu do nas dojdzie, Zimorośl będzie zaciekawiony i zacznie zadawać pytania, przedstawi się, a później po prostu będzie sobą. To jest moje marzenie, że będzie tak naturalnie, jakbyśmy wszyscy znali się od zawsze. Że patrząc na Zimorośl i tę drugą osobę, bedę mieć wrażenie, że w sumie mogłoby mnie tu nie być, a oni by za mną nie płakali, bo tak dobrze im jest razem. A to ja bym raczej pierwsza zapłakała za nimi.
Co, jeżeli Zimorośl jednak nie zaakceptuje nowej osoby w moim i swoim życiu? Ten scenariusz też muszę brać pod uwagę. Wtedy dam mu więcej czasu z nadzieją, że powoli się przyzwyczai i nie zmusi mnie do zerwania ważnej dla mnie relacji.

Ten drugi mężczyzna nie ma być tatą, bo Zimorośl ma tatę, który jest dobrym ojcem. Jednak Zimorośl już wie, co i ile może dostać od swojego taty i w życiu będzie potrzebował i taty i tego drugiego, żeby potrafił być stanowczy, krytyczny (to cechy taty) oraz by potrafił czuć i pozwalał sobie na rozterki i wątpliwości (to jest to, czego Zimorośl będzie szukał w tym drugim mężczyźnie). Taką naukę Zimorośl może dostać tylko od dwóch różnych od siebie mężczyzn, taty i przychylnego dorosłego, który zechce przyjąć go do swojego świata i stać się kimś ważnym i wyjątkowym.

Tak, warto mieć marzenia, że układanka się dopełni i brakujące puzzle wskoczą na swoje miejsce.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *