Bajka o nitce

Odkąd Zimorośl jest na świecie, opowiadam mu bajki. Wymyślam mu historie, niektóre spisuję, ponieważ wyjątkowo mu się podobają lub uważam, że jeszcze do nich wrócimy. „Bajkę o nitce” napisałam w 2016 roku późną jesienią pod koniec listopada. Zimorośl usłyszał ją mniej więcej rok później. Od tamtej pory często do niej wracamy.

*****

W pewnym miasteczku, podobnym do tysięcy innych miasteczek mieszkała mała dziewczyna o imieniu Nadzieja. Miała zielone oczy, jasne włosy i była zawsze uśmiechnięta. Na ręku nosiła bransoletkę z małym dzwoneczkiem. Ludzie z miasteczka postrzegali ją jako bardzo pogodną i pracowitą dziewczynkę. Dziewczynka dorastała, chodziła do szkoły, rodzice byli z niej dumni, zawsze była najlepsza, chętnie pomagała innym. Lata mijały, Nadzieja wyrosła na ładną dziewczynę, ułożyła sobie życie.
Życie Nadziei, jak mówili mieszkańcy miasteczka, „ułożyło się jak należy”. Zawsze uśmiechnięta, choć z czasem oczy Nadziei straciły część dawnego blasku, nigdy nie narzekała.

Nikt nie wiedział, że wieczorami Nadzieja siadała na fotelu przed lustrem, otwierała szufladę i czemuś się przyglądała. Oczy miała wtedy smutne, wzrok zamyślony, włosy zdawały się ciemniejsze. Spoglądała w lustro, odbicie ciągle się do niej uśmiechało, a ona czuła się tak jakby się z niej śmiało. W tamtym momencie chciała być niewidzialna, zupełnie przeźroczysta.

Pewnego dnia, idąc do pracy, Nadzieja usłyszała dźwięk dzwonka, takiego małego dzwoneczka, który zawiesza się przed wejściem do domu. Rozejrzała się wokoło. Niczego nie dostrzegła. Zrobiła krok i znowu usłyszała ten sam dźwięk, coś zalśniło w trawie. Zbliżyła się do miejsca, w którym leżał lśniący przedmiot, jednak gdy tylko wyciągnęła po niego rękę, dzwoneczek umknął, jakby był żywą istotą. Nadzieja pobiegła za dzwoneczkiem, który tylko ona zdawała się widzieć. Mijała przechodniów, biegnąc ile sił, by nie zgubić z oczu złotego przedmiotu. Mieszkańcy miasteczka pozdrawiali ją, ale Nadzieja ich nie słyszała. Po chwili zorientowała się, że jest salonie luster.

– Nie pamiętam, żebyśmy mieli salon luster w naszym miasteczku – powiedziała niepewnie do siebie.
Dzwoneczek znowu zadzwonił, poszła za jego dźwiękiem. Stanęła przed lustrem, zobaczyła w odbiciu małą dziewczynkę. Dziewczynka patrzyła na nią jasnymi oczami. Mała uśmiechała się do niej, po chwili pokazała jej język i tupnęła małą nóżką wyraźnie niezadowolona.

-Jakie to dziwne – powiedziała do siebie Nadzieja i spojrzała na ramę lustra, widniał na niej napis ‘Rodzice’.
-Ach, to jestem ja oczami moich rodziców – szepnęła – ale ja przecież nie jestem już dzieckiem.

Dźwięk dzwoneczka wyrwał dziewczynę z zamyślenia i podeszła do kolejnego lustra.
Patrzyła na nią znajoma twarz, ze znajomym uśmiechem, postać w lustrze poruszała się nieustannie, coś robiła, kadr zmieniał się, dom, góry, praca, zawsze ten sam wyraz twarzy. Niestrudzone odbicie uwijało się jakby dokądś bardzo się spieszyło. Napis na lustrze brzmiał ‚Inni’.

-To ciekawe… – nie dokończyła, dzwoneczek znów zabrzmiał i magiczna siła popchnęła ją w głąb pokoju. Obejrzała się jeszcze przez ramię na lustro, przed którym stała przed chwilą, ale już go nie było, jakby nigdy nie istniało.

Zatrzymała się przed ścianą, dzwoneczek dzwonił. Nadzieja nie rozumiała co ma zrobić. Dotknęła farby, kawałek ściany odpadł, pod spodem lśnił kawałek lustra. Dziewczyna zaczęła zdejmować kolejne warstwy, aż jej oczom ukazało się stare, pęknięte lustro. Nie miało żadnego napisu.

– I co teraz? – zapytała rozglądając się po pokoju, nigdzie nie widziała wyjścia.

Stanęła przed lustrem, w odbiciu zobaczyła siebie, ubraną w kolorową sukienkę, bez uśmiechu, ze spokojnym spojrzeniem. W ręku trzymała nitkę na końcu, której wisiał dzwoneczek. Spojrzała na swoją dłoń i faktycznie, dzwoneczek tam był. Ponownie spojrzała na swoje odbicie, upewniła się, że to ona. Poprawiła włosy. Przyjrzała się swojej twarzy i zielonoszarym oczom. Zrobiła krok do przodu, odbicie przybliżyło się, nitka z dzwoneczkiem naprężyła się delikatnie.

-O co chodzi? – Nadzieja szarpnęła nitkę, jej koniec utkwiony był pod lustrem. Pociągnęła jeszcze raz, ku jej zdumieniu nitka napięła się i pociągnęła Nadzieję do lustra. Czuła niepokój, mimo to postanowiła sprawdzić, co kryje się pod lustrem.

Zdjęła je ostrożnie ze ściany. W ścianie była dziura, przez którą przełożona była nitka. Powoli wsunęła się w wyłom w murze, gdy nagle czyjaś dłoń złapała za jej dłoń i sprawnym ruchem pomogła jej się wydostać. Stał przed nią mężczyzna, którego nigdy wcześniej nie widziała. Miał szare oczy o łagodnym spojrzeniu.

-Kim jesteś? – zapytała zaskoczona. Rozejrzała się po pokoju, był taki sam jak pokój, w którym była przed chwilą. Żadnych drzwi.
-A Ty? – zapytał tak samo zaskoczony, jak ona.
-Nadzieja. Nie uwierzysz jak ci powiem, że … – zawiesiła głos.
-…przyszłaś tu za dzwoneczkiem – dokończył, pokazując swoją dłoń, w której był drugi koniec nitki z dzwoneczkiem.

Patrzyli na siebie przez chwilę. Czas się zatrzymał. Pokój znikł, stali na placu pełnym ludzi, zajętych swoimi sprawami, każde z nich trzymało taki sam dzwoneczek zawieszony na końcu nitki.

*****

W tym momencie Zimorośl zazwyczaj pyta, mamo, co to jest ten dzwoneczek?
To jest wspólny język, zrozumiały dla dwóch osób, które trzymają koniec nitki.

A ta nitka?
Nitka to więź, która pojawia się, gdy dwie osoby postanawiają ją stworzyć. Czasem więź tworzy się nieświadomie. Jeżeli jedna strona puści nitkę, więź zostaje zerwana.
Nitka łączy dwoje ludzi, czasem się plącze i ucieka, jednakże, dopóki oboje szukają jej końców, gdy wyślizgną im się z rąk, to mogą być spokojni. Przynależność do kogoś to nie łańcuch, tylko delikatne połączenie, które pozwala oddalać się i przybliżać, jednocześnie będąc cały czas ze sobą. Nawet jeżeli dwie osoby się od siebie oddalą, dźwięk dzwoneczka pomoże im znaleźć drogę do siebie.

Czasem Zimorośl pyta czemu ostatnie lustro nie zmieniło odbicia Nadziei.
Kiedy budujesz z kimś więź, możesz być tylko sobą. Nikim więcej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *