Tęcza

Niedzielny poranek, Zimorośl siedzi w swoim pokoju i rysuje, czekając na śniadanie. Na hasło „Omlety na stole!” przychodzi, w ręku trzyma dwa rysunki. Na każdym narysowana jest tęcza.

„Co narysowałeś?” pytam.
„Tęczę” odpowiada, gramoląc się na krzesło.

Patrzę na rysunki, na każdym jest narysowana tęcza. Jedna jest fioletowo czerwona, druga czerwono żółto niebieska. Zimorośl układa owoce na omlecie (omlet w kształcie diplodoka – nie ma lekko) i mówi.

„Wiesz, to są tęcze. Takie same, ale inne i to jest w porządku. Każda tęcza jest równie dobra.*”

Tak, tego uczę Zimorośl. Tęcza to tęcza, dla jednych ma dwa kolory, dla innych trzy lub więcej, ale to wciąż tęcza. Łatwiej porozumieć się osobom, które od razu widzą, że tęcza ma dwa kolory, to nie wymaga wielkiego wysiłku. Jeżeli Ty widzisz tęczę składającą się z trzech kolorów, a Twój partner z jednego, to faktycznie dotarcie do siebie nawzajem może okazać się biegiem z przeszkodami. Pozornie będziecie mówili o tym samym, pozornie będziecie się rozumieli, tylko czemu do diaska on czy ona ciągle mówi o kolorze niebieskim, skoro ja tu widzę czerwony, zielony i zółty.

Czy Twój partner wie, że Twoja tęcza ma trzy kolory, a nie jeden? Pewnie nie i tak sobie rozmawiacie latami niby o tym samym, aż nagle orientujecie się, że kompletnie nie o to Wam chodzi. Możecie nauczyć się widzieć tęczę oczami partnera i jeżeli to jest dla Was dobre, w porządku. Każda tęcza jest w porządku, choć pewnie łatwiej dogadać się z kimś, kto widzi te same kolory co Wy.

 

*Od pierwszego dnia życia Zimorośli uczę go, że świat, ludzie, rodziny wyglądają różnie, nikt nie jest gorszy i lepszy, wszystkie kombinacje są równie dobre.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *