Nie wierzę w „i żyli długo i szczęśliwie”

„I żyli długo i szczęśliwie” – idealne zakończenie bajki, którą do snu czytali nam rodzice.
Kiedy mając 21 lat wychodziłam za mąż prawdopodobnie wierzyłam, że tak będzie, a przynajmniej bardzo chciałam w to wierzyć. Teraz mając lat 33 i rozwód w toku wiem, że nie wierzę w „żyli długo i szczęśliwie”, lecz w „bardzo się starali i pracowali, żeby żyć długo i szczęśliwie”.

„Bardzo się starali” – czyli?
1. Rozmawiali ze sobą, a nie, mówili do siebie – komunikacja – rozmawiali o wszystkim i nie oceniali się. Dyskutowali, nie licytowali czy wyłączali. Jeżeli czegoś nie rozumieli pytali i prosili o wyjaśnienie w sposób dla nich zrozumiały. Nawet jeżeli partner powiedział coś, co zabolało, po prostu mu o tym mówili, bez wyrzutu. Nie obrażali się.
2. Czasem wybuchli i potłukli zastawę – brak kłótni do niczego nie prowadzi – unikanie konfliktów nakręca wewnętrzne frustracje, a później już sami nie wiedzieli, o co właściwie chodziło i kiedy już im się „ulało”, zostało tylko trzaśnięcie drzwiami.
3. Szanowali się – czyli o „ciepłych słowach” – nawet przy największych emocjach nie używali wobec siebie obraźliwych zwrotów. Uznawali swoją odrębność i inność.
4. Wspierali się emocjonalnie – partner/partnerka mieli kłopoty, potrzebowali się wypłakać, wykrzyczeć, pomilczeć — pozwalali mu/jej na to. Nie stawiali do pionu, nie umniejszali jego/jej bólu, kłopotów. Jeżeli nie rozumieli co się z drugą osobą dzieje, pytali „Co ci jest?”, „Jest Ci przykro?”, „Boli Cię to?”, „Co Ci to robi?”
5. Nie pielęgnowali lęków – to szczególnie dla osób, które są w kolejnych związkach – dla mężczyzn po przejściach i kobiet z przeszłością – nie przekładali swoich lęków i złych doświadczeń na aktualny związek. Każdy związek to ryzyko, że się nie uda, ale przeszłość kładąca się cieniem na nowej relacji może być jak samospełniająca się przepowiednia.

Dlaczego o tym piszę? Każdy z nas o tym wie, teoretycznie. Nie rozpadają się tylko burzliwe związki, związki, w których jest alkohol i przemoc. Rozpada się wiele tzw. dobrych związków, w których partnerzy nawzajem się „zagłaskali”, unikając szczerych rozmów, konfrontacji. W których na pozór wszystko grało i buczało — idealne małżeństwa z oddaną żoną i uczynnym mężem. To nasze role, jednak przede wszystkim jesteśmy ludźmi, mamy swoje potrzeby i jeżeli chcemy być dobrą rodziną/związkiem to powinniśmy pamiętać przede wszystkim o sobie nawzajem.

Mój ojciec mawia, że najlepsze co mężczyzna może zrobić dla swojego dziecka to kochać jego matkę. Z własnego doświadczenia mogę dodać, że to tylko pół prawdy. Ludzie powinni kochać się w sposób wzajemnie zrozumiały. Wtedy każdy dostaje i daje tyle ile potrzebuje.
Rodzice są przede wszystkim dla siebie partnerami, więc jeżeli jeden z partnerów mówi drugiemu „jestem nieszczęśliwy/nieszczęśliwa, jeżeli czegoś nie zaczniemy robić to skończy się to tragicznie”, to o ile jesteś adresatem/adresatką tej wypowiedzi ocknij się i zacznij działać. To jest sygnał alarmowy, że idzie trzęsienie ziemi i masz mało czasu, a tłumaczenie, że nie rozpoznałeś znaków ostrzegawczych i komunikatów trzęsienia ziemi nie obchodzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *